- Siemka, młody! - mówiła do mnie do 2 osoba aż w końcu Allen.
- Jak tam twój oddział? - poczochrał mi włosy na co warknąłem zastanawiając się czy nie odgryźć mu ręki - spokojnie jesteś potrzebny. mamy do przebadania pobojowisko
- A ja tam po co? nie jestem naukowcem... - zapytałem
- Nie, ale mogą tam mieć jeszcze wojska więc z Eric'iem musicie sprawdzić teren - powiedział
- Eric, też tu jest? - zapytałem
- Jest, tam - wskazał przed siebie
Odwróciłem się momentalnie w tamtym kierunku, a zza pancernego auta zobaczyłem Eric'a. Pobiegłem w tamtym kierunku.
- Eric! - zawołałem z odległości 5 metrów od niego
Odwrócił się do mnie momentalnie
- Andreas, dużo minęło - powiedział
- Znacznie więcej niż się wydaje - powiedziałem
- Dokładnie, co tam u ciebie, wywalczyłeś sobie ten własny oddział? - zapytał
- Tak, trochę to zajęło ale tak, a co u ciebie? - zapytałem
- Dobrze, jestem teraz głównym szpiegiem Alf - odpowiedział
- Gratulacje - powiedziałem
- Jakbyś został, może zostałbyś zastępcą, ale odszedłeś - powiedział
- Na prawdę? - zapytałem zdziwiony - przecież oni mnie nigdy nawet nie zauważyli
- Zaczęli na ciebie zwracać uwagę, od wylotu w niebiosa, pamiętasz? Kiedy...
- Tak pamiętam - przerwałem mu - ale nic mi nie powiedzieli..
- No bo chcieli byś podjął tę decyzję sam - powiedział
Kiwnąłem głową.
Podszedł do nas Allen.
- Dobra, ładujcie się - powiedział Allen wskazując na samolot
Poszedłem w jego kierunku zdołowany, obok całkiem wesołego Eric'a ale po 3 krokach się zatrzymałem
- Mogę chociaż pilotować? - zapytałem z nadzieją
- Tak - odpowiedział Allen
- Na prawdę? - zapytałem z niedowierzaniem ale szczęściem
- Nie, zwariowałeś?! - zapytał - No już!
Poszedłem dalej w tamtym kierunku zdołowany. Usiadłem koło Eric'a, dalej w podłym nastoju ale później było tylko gorzej. Dalej miałem focha że nie dali mi sterować. Wbiłem wzrok w ziemię. Eric tylko siedział i na mnie patrzał, widział że nie miałam ochoty na rozmowę.
- Oj, oj, nie dali ci się pobawić stateczkiem? - usłyszałem drwiący głos który znałem aż za dobrze. Nawet nie musiałem podnosić wzroku by zgadnąć kto to.
- Spadaj Adams - odpowiedziałem jeszcze bardziej wściekły
- No wiesz..., jak się do mnie Andreasiu wyrażasz - odpowiedział z drwiącym uśmiechem, głosem słodkim do zrzygania
Miałem wrażenie że zaraz go walnę, a ten idiota jeszcze usiadł na przeciwko mnie.
- Jak do idioty którym jesteś Markus i nie nazywaj mnie tak! - odpowiedziałem podnosząc głos
- Spokojnie Andreas - powiedział Eric
- A co tylko Lili tak mogła? - zapytał Markus i to już było przegięcie
<C.D.N.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz